czwartek, 16 października 2014

Chapter 30: You do not do more?

Przez chwilę nie powiedziałem nic. Jak to ona jej nie ma? 
-Poszukam. Poczekaj chwilę - podeszła do szerokiej komody i otworzyła najwyższą półkę. Wyciągnęła teczkę i zaczęła szukać. 
-Myślę że powinno wystarczyć- podała mi do ręki pismo. 
-Dzięki. Jesteś wielka - uśmiechnąłem się i mocno ją przytuliłem.  Wsiadłem ponownie do auta i pojechałem. Dostarczyłem lekarzowi te papiery i wróciłem do ukochanej. 
-Jak tam misiu?- złapałem mocno jej rękę. 
-Jest dobrze. Chociaż jeszcze trochę boli. 
-Obiecaj mi że tego więcej nie zrobisz. Rany Ci się zagoją i zapomnisz o tym wszystkim- nie odzywała się przez chwilę. 
-Obiecuję. Ale musisz mnie pilnować. Zaśmiała się. 
-Kiedy możesz wyjść?
-Powiedzieli że za dwa dni, jak się nic nie pogorszy. Ale chcę teraz!- zawołała lekarza. 
-Chcę wyjść na własne rządanie.
-Nie ma mowy Kate- szepnąłem jej  do ucha ostrym tonem. 
-W zasadzie mogłaby pani...
-Ale zostaje tutaj- spojrzałem na nią. Chyba wie co oznacza mój wyraz twarzy. Mamy sobie coś do wyjaśnienia. 
***
Jedziemy do domu. Wreszcie. 
niewygodnie śpi się bez niej. 
-Wydaje mi się, czy tutaj coś się zmieniło?
-Nowy telewizor- uśmiechnęła się i chyba jak najszybciej mogła pobiegła po schodach na górę. 
-Już zapomniałam jakie to łóżko jest wygodne- położyłem się obok niej. 
-Wybrałaś imię? Miałaś dużo czasu...
-Tylko to nie jest takie łatwe gdy narzeczony siedzi z Tobą prawie cały dzień. 
-To może teraz pomyślimy? Co ty na to?
-Gdy będzie chłopak...hmm..myślę że będzie dziewczynka, więc jeśli będzie dziewczynka...będzie Alison.  A jak chłopak, chcę Jamesa. 
-Na Jamesa się zgadzam, ale Alison? Może Simone? 
-Ładnie. Simone Mia Horan i James Matthew Horan. 
-Czemu Mia? I Math?
-Była kiedyś u nas w klasie dziewczyna, która się nazywała Mia. Była ładna i wszyscy chłopcy się za nią uganiali. Dlatego myślę że nasza Mia będzie taka sama...A Matthew dlatego, że Math zawsze mi pomagał, nawet przed naszym związkiem. Zawsze gdy przychodził do Hanne, nigdy mi nie odmówił pomocy- leżeliśmy dłuższą chwilę na łóżku.
-Masz już sukienkę?- jestem strasznie ciekawy. 
-Aj, nie powiem Ci- uśmiechnęła się anielsko. Wstała z łóżka i rozebrała się. Ma taką piękną figurę. Powinna spróbować w modelingu. 
-Jestem wykończona. Idę spać kochanie- pocałowała mnie na dobranoc, a ja zacząłem nad nią czuwać. Bawiłem się kosmykiem jej włosów. Nadal nie wierzę w to, że będzie to moja ukochana żona. Chcę z nią być. Zawsze. Każdy facet na świecie powinien mi zazdrościć. Jest cudowna. 

2 komentarze:

  1. Rozdzial Superrrrrrrrr bardzo fajnie ze udalo ci sie dodac dzisiaj dziekuje
    Buziaki Vanessa :* <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział ten jak i poprzednie ^^ pisz dalej #_#

    OdpowiedzUsuń